Wspólnie z czytelnikami Gazeta Wyborcza tropi buble prawne, a ministerstwo obiecuje je poprawić!
Internauta napisał: Tzw. "doba pracownicza" to zmora pracodawców. Zawsze zaczynała się o północy, dziś przepisy stanowią inaczej: dla każdego pracownika zaczyna się o innej porze.
Przykład? Jeśli pracownik przyszedł w poniedziałek do pracy na godz. 9:00, to we wtorek nie może przyjść np. na 8:00 gdyż będzie to naruszenie "doby pracowniczej" a przepracowany w ramach tej samej doby czas stanowić będzie nadgodziny. Bez znaczenia jest fakt, że pracownik de facto będzie pracował 8 godzin (8:00-16:00).
To bardzo utrudnia organizację czasu pracy w firmie zatrudniającej pracowników na zmiany. Nawet na życzenie pracownika nie można mu zmienić godzin pracy. Inspektorzy PIP kwalifikują naruszenie "doby pracowniczej" jako poważne naruszenie przepisów kodeksu pracy. W prywatnych rozmowach przyznają jednak, że przepis jest nonsensowny.



