Wspólnie z czytelnikami Gazeta Wyborcza tropi buble prawne, a ministerstwo obiecuje je poprawić!
Internauta napisał: Irytująca jest rozbieżność pomiędzy stawką procentową ubezpieczenia zdrowotnego wpłacaną ZUS, a rozliczeniem tego ubezpieczenia w podatku PIT.
W chwili obecnej stawka ubezpieczenia zdrowotnego wynosi 9% podstawy wymiaru, natomiast w rozliczeniu PIT można uwzględnić jedynie 7,75% podstawy wymiaru. Powoduje to niepotrzebne komplikacje w rozliczeniu podatku PIT - typowe dla polskiego systemu podatkowego mnożenie bytów ponad potrzebę: "tak, można odliczyć, ale do wysokości x, a nie do y, chyba że to-i-to, wtedy do z, ale nie więcej niż ź". Takie zagmatwanie przepisów nie służy ich zrozumieniu.
Kilka lat temu zasady były proste: cała kwota zapłaconego ubezpieczenia zdrowotnego mogła być odliczona od podatku. Prosto, jasno, zrozumiale. Przelewam X zł na konto ZUS - taką kwotę przepisuję do deklaracji podatkowej. W pewnym momencie podwyższono stawkę ubezpieczenia zdrowotnego, ale nie "zsynchronizowano" stawki odliczanej. Rozumiem, że miała to być ukryta podwyżka obciążenia podatkowego, bo do tego się sprawa sprowadza. Przy okazji skomplikowano jasne i klarowne przepisy.
Proponuję:
- ponownie zrównać składkę ubezpieczenia zdrowotnego z jej odliczeniem w podatku PIT
- jeśli jest to niemożliwe (wymagałoby wycofania się z owego ukrytego podatku, tj. różnicy składki i odliczenia), to proponuję zerwać z fikcją odliczania składek zdrowotnych. Niech składka zdrowotna wynosi 1,25% podstawy wymiaru i nie będzie w ogóle odliczana od podatku. Finansowo wyjdzie na to samo, a przepisy będą prostsze.
Ewentualnie - żeby jeszcze bardziej uprościć przepisy - niech wynosi np. 1,5% podstawy i niech będzie odliczana od dochodu, identycznie jak wszystkie inne składki ZUS. W ten sposób wyliczeń będzie jeszcze mniej (całość składek będzie rozliczana w ten sam sposób). W końcu cóż jest takiego specjalnego w składce zdrowotnej, że wymaga zupełnie osobnego, wyjątkowego traktowania?



